|
Przedstawienie po¶wiêcone pamiêci Polaków deportowanych w latach 1940-1941 do Zwi±zku Sowieckiego
Scenografia:
Namalowany fragment torów kolejowych, nad nim umieszczone nazwy: Archangielsk, Kazachstan, Jakucja, Ko³yma.
Z przodu sceny na bia³ym obrusie le¿±ce przedmioty z okresu zes³ania: kuferek drewniany, czugun,
wrzeciono, drewniany ró¿aniec, ciemny chleb. Obok du¿y krzy¿ z zarzucon± flag± narodow± i znicz. Napis:
"Nie wolno zapomnieæ".

T³o muzyczne:
Muzyka z filmu "Po¿egnanie z Afryk±" (kompozytor John Barry)
Przedstawienie rozpoczyna siê prezentacj± przez rzutnik multimedialny zdjêæ Sybiraków (zeskanowanych z
ksi±¿ek - patrz bibliografia) w trakcie recytacji wiersza "Sybiraków apel zaduszny". W tym czasie
uczeñ zapala znicz.
Narrator:
Z pamiêtnika Zofii Pe³ki, nauczycielki z Radziechowa, wywiezionej na Sybir z dwiema córkami -
dziesiêcioletni± Danusi± i siedmioletni± Dobruni±.
Przyszli o 12 w nocy 13 kwietnia 1940 r. Zbudzi³ nas ³omot w drzwi, walili kolbami. Zerwa³am siê,
przera¿ona otwieram. Stoi dwu drabów, reszta z ty³u, twarze bandytów, nie z Cho³ojowa.
Jest z nimi znajomy, sprzedawca ze sklepu spo¿ywczego, nauczyciel-emeryt, Ukrainiec. Czêsto tam kupowa³am,
zna³ mnie, mówi: "Niech siê pani zbiera, musicie jechaæ". Zbudzi³am dzieci, kaza³am im siê myæ
i ubieraæ. Najm³odsz± sama ubra³am. Po¶ciel spakowa³am do sienników, a kuferka nie pozwolili zabraæ,bo
za du¿y, nie zmie¶ci siê. Najlepsze rzeczy zosta³y w tym kufrze. Mia³am jeszcze jeden, mniejszy, m±¿ z
nim wêdrowa³ do szko³y jako dziecko. Spakowa³am jakie¶ najpotrzebniejsze rzeczy, a w³a¶ciwie co
w rêkê wpad³o. Trochê wziê³am naczyñ, ale wszystko ogl±dali, co zabieramy. [...].
Za³adowali nas na furê [...]. By³o ju¿ rano. Po drodze stali znajomi ludzie. Kobiety p³aka³y, niektóre
podawa³y jeszcze co¶ na drogê do jedzenia dla dzieci. Patrz±c na te wszystkie p³acz±ce kobiety, znajome
z Ko³a Gospodyñ, mówi³am: "Ja tu wrócê!" [...]
Nikt nie powiedzia³, ¿e to jest karne przeniesienie, ¿e jeste¶my wyw³aszczeni, skazani. Przeciwnie, mówiono:
Jedziesz do mê¿a.Dzieci by³y bardzo przejête, wielokrotnie obraca³y siê, przypatrywa³y sprzêtowi i
domowi, jakby chcia³y zachowaæ go w pamiêci. Najbardziej Danusia, Powtarza³a przy tym: "Ja to muszê
zapamiêtaæ". Jeszcze z najodleglejszego punktu patrzy³y na dom, a¿ znikn±³ za
horyzontem.
(Zofia Pe³kowa: Syberyjskie zes³anie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia
zbiorowa Polaków deportowanych do okrêgu paw³odarskiego"... s.161)
Kto¶ g³o¶no zastuka³ do naszych drzwi
W pochmurny kwietniowy poranek
Wyjrza³am przez okno i w szarej mgle
Przez mu¶lin bia³ych firanek
Dostrzeg³am wóz przed domem
I siedz±cego na nim cz³owieka
Wiedzia³am ¿e zbieraæ siê trzeba
Bo d³uga nas podró¿ czeka
W drzwiach z karabinem ju¿ stali ¿o³nierze
Mama m³odszego brata zbudzi³a
I stoj±c bezradnie po¶rodku pokoju
Na rosyjskiego ¿o³nierza patrzy³a
Który choæ nie by³ proszony
Z po¶piechem zbiera³ ubranie
Tam gdzie jedziecie wszystko siê przyda
Pakuj±c walizki powiedzia³ Mamie
(Zofia Metelicka: Trzynasty kwietnia - fragm. W: Pamiêæ i cierpienie... s.26)
Narrator:
Na dworcu w Radziechowie, na bocznym torze, sta³ d³ugi szereg wagonów towarowych. Zwo¿ono ludzi z ca³ego
powiatu. Ka¿dy wagon mia³ po dwu stronach specjalnie zrobione pó³ki, zwane przez naszych dozorców narami.
Do ka¿dego wagonu pakowano po 40 osób, kobiet, dzieci, starców, m³odych ch³opców. Mê¿czyzn w sile
wieku nie by³o. W wagonie ka¿dy mia³ swoje miejsce na pryczy, a pod ni± sk³adali ludzie swój skromny
dobytek. Obok nas na pó³ce le¿a³a kobieta, kilka dni po porodzie, z malutkim niemowlakiem i dwójk±
starszych dzieci.
(Zofia Pe³kowa: Syberyjskie zes³anie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia
zbiorowa Polaków deportowanych do okrêgu paw³odarskiego"... s.162)
Zamienili nam dom na wagon,
W którym z zimna trzêsiemy siê.
To nie ¿art, to koszmarna droga...
Na Sybir wleczemy siê.
Dudni± ko³a po szynach,
Przez kraty patrzymy na ¶wiat.
Przy drzwiach stoj± na czujkach...
I có¿ cz³owiek jest teraz wart?
[...]
W gor±czce niektórzy majacz±,
Topimy wiêc sople i ¶nieg,
By zwil¿yæ im usta szmatk±,
By przed³u¿yæ im ¿ycia bieg.
(Wies³aw Czermak*** - fragm. W: Pamiêæ i cierpienie... s.18)
Narrator:
Wagony by³y zadrutowane i plombowane. Jechali z nami uzbrojeni stra¿nicy. Z jedzeniem by³o na razie nie¼le,
ka¿dy co¶ mia³ na drogê z domu. Codziennie wypuszczano jedn± osobê z dwoma wiadrami po wodê i zupê na
40 osób. Ma³o by³o picia, a o myciu siê ca³y czas mowy nie by³o. W takim stanie te¿ jecha³o przez
miesi±c nie myte niemowlê. Matka dar³a jakie¶ szmaty, jakie tylko mog³a, wyciera³a dziecko, a szmaty
wyrzuca³a. Dziecko umar³o po miesi±cu pobytu w Kazachstanie. [...] Najgorsza sprawa by³a z ubikacj±. W ogóle
nie by³o czego¶ podobnego w wagonie. Znale¼li ludzie najs³absz± deskê w pod³odze i wydarli dziurê. Gdy
jeden tam szed³, inny trzyma³ koc, bo jechali przecie¿ ludzie ró¿nej p³ci i wieku.
(Zofia Pe³kowa: Syberyjskie zes³anie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia
zbiorowa Polaków deportowanych do okrêgu paw³odarskiego"... s.162)
D³ugie tygodnie w zamkniêtym wagonie
A nam siê wydaje ¿e minê³y lata
Przed nami Ural, Europa za nami
Czy¿by nas wie¼li na koniec ¶wiata.
Którego¶ ranka poci±g siê zatrzyma³
Drzwi otworzono, wysiadaæ kazano
A potem na du¿e wozy ciê¿arowe
Razem z baga¿em nas za³adowano.
Wokó³ bezkresny szary step kirgiski
Ci±gle jedziemy i czas nam siê d³u¿y
A¿ wreszcie wioska zagubiona w stepie
I nêdzne chaty — oto cel podró¿y.
Jak ¿yæ bêdziemy na tym odludziu
W¶ród prawie dzikich i obcych nam ludzi
Rozpacz i ¿a³o¶æ nam serce rozrywa
Ogromna têsknota za krajem siê budzi.
(Autor nieznany: Na Sybir - fragm. W: Pamiêæ i cierpienie... s.44)
Narrator:
Zwieziono nas na plac targowy, który o tej porze by³ pusty. Tam, bez dachu nad g³ow±, na ziemi, siedzia³y¶my
dwie noce. Tubylcy ¶wiêtowali l Maja, a nasze dzieci trzês³y siê z zimna, bo noce o tej porze roku s±
tam jeszcze zimne. Nikt siê nami nie interesowa³. Dopiero 2 maja zaczê³y podje¿d¿aæ ciê¿arówki i
rozwoziæ ludzi w step. Nas zawieziono do odleg³ej o 100 km wsi Kantorka [..]. Wyrzucono nas na placu we wsi.
Samochody odjecha³y, a nas zostawiono - róbcie, co chcecie. Trzeba by³o szukaæ dachu nad g³ow±. Kto nas
we¼mie?
(Zofia Pe³kowa: Syberyjskie zes³anie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia
zbiorowa Polaków deportowanych do okrêgu paw³odarskiego"... s.163)
Nie znasz mamy w sukience;
Ma watowane spodnie, niezgrabny ty³
I szorstkie niedelikatne rêce,
Którymi g³adzi ciê resztkami si³.
Nie masz lalek w kolorowych sukienkach
Ani ³ó¿eczka, w którym siê ¶pi wygodnie,
Ani czasu, którego siê nie lêkasz,
A podobno... kiedy¶... taki by³.
(Wies³aw Krawczyñski: sierota - fragm. W: Pamiêæ i cierpienie... s.64)
Narrator:
Jedzenia by³o bardzo ma³o. Chleba dostawa³o siê pó³ kilograma na pracuj±cego i 200 g na dziecko.
Chleb by³ tak ciê¿ki, ¿e by³y to ma³e kawa³eczki. Na stepie ros³a pó³dzika ro¶lina jadalna
przypominaj±ca cebulê. Zrobi³am Dobruni woreczek ze sznureczkiem na szyjê lub na ramiê jako plecaczek i z
tym sz³a na step zbieraæ tê cebulê. Dalszym zajêciem Dobruni by³o umycie tej cebuli, pokrojenie i
gotowanie w czugunie. Danusia latem posz³a do brygady na sianokosy. Poniewa¿ by³a jeszcze ma³a, nie
mia³a si³y do innej pracy. Posadzili j± na grabie konne, do których zaprzê¿ony by³ wielb³±d. Grabi³a
susz±ce siê siano. By³a to dla niej ciê¿ka praca, bo musia³a rêcznie podnosiæ grabie. Bardzo skar¿y³a
siê na bol±ce rêce i plecy. Mówi³a, ¿e te grabie chyba jej powyrywaj± rêce. Pracowa³a jednak, bo
dostawa³a trochê wiêcej jedzenia. Nawet jako dziecko, i to przepracowane, nie wszystko zjada³a. Cieszy³a
siê bardzo, gdy mog³a nam odst±piæ trochê mleka, zupy czy chleba. Sz³y¶my wówczas z Dobruni± i w
banieczce co¶ przynosi³y¶my do domu, bo Danusia nocowa³a w brygadzie.
(Zofia Pe³kowa: Syberyjskie zes³anie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia
zbiorowa Polaków deportowanych do okrêgu paw³odarskiego"... s.166)
W Sybirze,
Na zes³aniu
Umia³a¶ robiæ wszystko:
By³a¶ murarzem, cie¶l±,
Szewcem i traktorzyst±...
Zdunem, hydraulikiem,
Rozwozicielem kwasu,
Budowniczym kolei,
Wyrêbowaczem lasu...
Wszystkie mêskie zawody
By³y Twoim udzia³em.
w tajdze, w Kazachskich stepach,
W kopalniach za Bajka³em.
(Marian Jonkajtys: To o Was, Bezimienne… - fragm. W: Pamiêæ i
cierpienie... s.143)
Narrator:
Z wod± by³o bardzo ciê¿ko. Trzeba by³o po ni± i¶æ do rzeki albo do studni, je¿eli nie by³a
zamarzniêta. Studnie nie by³y ocembrowane. By³a to po prostu dziura w ziemi, dlatego ba³am siê posy³aæ
dzieci po wodê. Chodzi³am wiêc sama lub z dziewczynkami, gdy potrzeba by³o wiêcej wody.
Zima tam, w Kazachstanie, trwa d³ugo. Drogi s± zasypane. Podczas burz m±ki lub nale¿nego chleba nie dowo¿±
i nie wydaj±. Z miejscowego magazynu nie mo¿na by³o wzi±æ zbo¿a. Zaczê³y¶my g³odowaæ.
Powiedziano mi, ¿e gdzie¶ w stepie na polu zosta³y ziemniaki. Wziê³am sanki, pojecha³am na pole, ale jak
w tych warunkach znale¼æ co¶ pod grub± warstw± ¶niegu? Zapada³am siê po kolana. Dosz³am do jakich¶
zabudowañ. Od ty³u nie by³o wej¶cia ani okien. Zobaczy³am, ¿e na ¶niegu le¿y co¶ ciemnego. Podesz³am
- a to dwa zamarzniête barany. Nie zastanawia³am siê, po³o¿y³am jednego na sanki, przywi±za³am
sznurkiem i pêdem do domu. Zanim dosz³am, zrobi³ siê wieczór, a moje dziewczynki ca³y dzieñ by³y g³odne.
Wychucha³y sobie w okienku dziurkê w lodzie i krzycz± - s³yszê ju¿ z daleka: "Mama idzie i co¶
wiezie, bêdziemy jad³y!"
(Zofia Pe³kowa: Syberyjskie zes³anie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia
zbiorowa Polaków deportowanych do okrêgu paw³odarskiego"... s.167)
G³ód co zagl±da w okna nasze,
Rodzi cierpienie, liczy mogi³y.
Któ¿ przetrwa klêskê nêdzy i g³odu?
Bo na to trzeba hartu i si³y.
Kto siê z têsknot± pogodziæ zdo³a?
Co siê zakrada i w sercu budzi,
Kto po wêdrówce w stepach kirgizkich
Zachowa ufno¶æ i wiarê w ludzi.
(Zofia Metelicka: Choæ czas przes³oni³ tamte lata- fragm. W: Pamiêæ i
cierpienie... s.66)
Narrator:
Pewnego dnia idê przez miasto i widzê, ¿e nie znani Polacy padaj± sobie w objêcia. Co siê sta³o?
Jedziemy do Polski - odpowiadaj±. Ruscy zaczynaj± siê martwiæ, kto bêdzie pracowaæ[…] Wyjechali¶my z
Paw³odaru 19 lutego 1946 r. w otwartych wagonach, na drogê dostali¶my trochê chleba, ale tego nie mog³o
starczyæ na ca³± drogê. Nie mieli¶my pojêcia, jak d³ugo bêdzie trwa³a nasza podró¿. Przed odjazdem
dostali¶my po 3 m materia³u, bardzo lichutkiego. [..] Z tego materia³u nic nie uszy³am, zabra³am go po
prostu ze sob±. [..] Jechali¶my ju¿ trzy dni bez ¿adnego jedzenia. Widzia³am, ¿e niektórzy
jeszcze co¶ sprzedawali na stacjach. Postoje by³y w nieprzewidzianych miejscach a odjazdy bez ¿adnego
uprzedzenia. Jednym s³owem by³a to jazda poza wszystkimi planami, po zniszczonych torach, niekiedy cofali¶my
siê z ju¿ przejechanego odcinka. Dojechali¶my do Or³a. Poci±g stan±³, jak zawsze nie wiadomo, na jak
d³ugo. Danka zaryzykowa³a i wyskoczy³a na rynek z materia³em, jaki nam przydzielono na drogê. Do rynku by³o
najmniej kilometr drogi w jedn± stronê. W obie strony bieg³a. Wpad³a na rynek, kogo¶ uprosi³a ¿eby od
niej odkupi³ ten materia³. Dosta³a za niego du¿y bochen bia³ego pszennego chleba. Do tego chleba baba
na rynku doda³a jej jeszcze litr bia³ej suchej fasoli. Ca³± powrotn± drogê Danka pêdzi³a wpatrzona w
stoj±cy w oddali poci±g z niemym pytaniem - ruszy, czy nie ruszy? Zd±¿y³a! Wpad³a wpó³¿ywa, mokra jak
mysz. Zaraz na piecyku postawi³am garnek i zaczê³am gotowaæ fasolê. Jeszcze nie w pe³ni ugotowan±
dzieci wyci±gnê³y i zjad³y. O tej fasoli i chlebie dojecha³y¶my do Polski.
(Zofia Pe³kowa: Syberyjskie zes³anie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia
zbiorowa Polaków deportowanych do okrêgu paw³odarskiego"... s.179, 180)
¯e¶ mnie wyrwa³ z wnêtrzno¶ci tajg syberyjskich
Jak Jonasza z brzucha ryby,
¯e¶ z nóg moich okowy zrzuci³ —
Sowieckie dyby...
Dziêki Ci Panie...
¯e na pobudkê Twoj±
Znowu stan±æ mogê w szeregu,
[...[ Dziêki Ci Panie...
¯e znowu mogê s³yszeæ
G³os kap³ana w ko¶cio³ach naszych,
Majestatyczny, wa¿ki
Dziêki Ci Panie...
¯e w odrutowanych wagonach
Ju¿ nie katuj± mnie "ka³atuchy" — drewniane m³otki
¯e znowu wdychaæ mogê zapach pólnaszych
Kadzidlany, s³odki
Dziêki Ci Panie...
(Zbigniew Waydyk: Dziêkczynienie - fragm. W: Pamiêæ i cierpienie... s.191)
Narrator:
Wyjechali¶my z Brze¶cia noc± i nie wiedzieli¶my, kiedy minêli¶my granicê, Dojechali¶my do jakiego¶
miasta. Poci±g zatrzyma³ siê w morzu gruzów - nikt nie wiedzia³, gdzie. Byli¶my przera¿eni, szczególnie
¿e nikt z nas nie widzia³ dzia³añ wojennych, nikt nie widzia³ ani jednego samolotu, nie s³ysza³ ani
jednego wystrza³u, ani jednej spadaj±cej bomby. Obok torów szli jacy¶ robotnicy. Zapytali¶my, co to za
miasto. W odpowiedzi us³yszeli¶my, ¿e to Warszawa. My¶la³am, ¿e ¿artuj± z nas, ale inni mówili to
samo. Nie mogli¶my uwierzyæ. Poci±g sta³ miêdzy zwa³ami gruzu do¶æ d³ugo. Niektórzy wysiedli i
krzyczeli, ¿e s± g³odni. Przyszli jacy¶ panowie z koszami pe³nymi chleba, pokrojonymi na æwierækilogramowe
kawa³ki. Ka¿dy dosta³ kawa³ek. Dzieci jak chwyci³y ten chleb, to dwoma rêkoma trzyma³y tak d³ugo przy
buziach, a¿ go zjad³y.
(Zofia Pe³kowa: Syberyjskie zes³anie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia
zbiorowa Polaków deportowanych do okrêgu paw³odarskiego"... s.181)
Na stacji sam jeden stoi
Z ma³ym wêze³kiem pod pach±,
Rozgl±da siê z niepokojem
Wci±¿ nie wyzbyty strachu.
W oczach-¿a³obne kiry.
Nie witasz, Polsko, tu³acza?
To syn twój wróci³ z Sybiru.
Uszanuj ten ogrom strat,
Uca³uj rany do bicia!
Skradziono mu dziesiêæ lat
Z jego m³odego ¿ycia.
(Jan Kasprzyk *** - fragm. W: Pamiêæ i cierpienie... s.121)
Narrator:
Dowieziono nas do Kutna. Kto¶ wysiad³ i zobaczy³ poci±g z napisem "Berlin". Zaczêli¶my siê
przesiadaæ. Ja te¿ wysiad³am, ale poci±g ruszy³. Zaczê³am biec, ju¿ chwyci³am siê poci±gu, ale jako¶
obsunê³am siê i tak zosta³am na peronie le¿±c. Z otwartego wagonu dzieci wychylone krzycza³y, ¿e mnie
"zabi³o", ale wsta³am i dzieci zobaczy³y, ¿e ¿yjê. Na peronie ze mn± zosta³o jeszcze kilka osób.
Zobaczyli to kolejarze i po chwili us³yszeli¶my przez megafon, ¿e wszyscy wracaj±cy ze Zwi±zku
Radzieckiego, którzy nie zd±¿yli na tamten poci±g, mog± bez biletu wsi±¶æ do najbli¿szego poci±gu
zd±¿aj±cego do Poznania. Tamten poci±g zatrzyma³ siê dopiero w Poznaniu. Wsiedli¶my za chwilê do
osobowego, który zatrzymywa³ siê na ka¿dej stacji, wiêc do Poznania dojechali¶my pó¼nym wieczorem.
Zapyta³am, gdzie s± ci, którzy przyjechali z Rosji. Odpowiedziano mi, ¿e na szóstym peronie. I rzeczywi¶cie:
na szóstym peronie na naszym pami±tkowym kuferku siedzia³a Danka i prawie p³aka³a, tak zmarz³a. Zapyta³am,
gdzie Dobrunia, a ona, ¿e kolejarze wszystkie dzieci zabrali do swego hotelu na nocleg i tylko ona zosta³a.
Przesiedzia³y¶my ca³± noc, a by³a ona zimna, marcowa. Rano kolejarze przywie¼li nam jak±¶ zupê ze
swojej sto³ówki, dostali¶my te¿ jaki¶ chleb. Od tego dnia ju¿ ani razu nie by³y¶my g³odne!
(Zofia Pe³kowa: Syberyjskie zes³anie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia
zbiorowa Polaków deportowanych do okrêgu paw³odarskiego"... s.181)
Nie zapomnê lat wygnania
Choæ je srogi czas wycisza³
Gdy nad ludzkim cieniem ¿ycia
G³ód na ustach wyrok pisa³.
Nie zapomnê ³apci z ³yka
Miski ³apszy z robakami
I ten czarny kêsek chleba
Prze³ykany wraz ze ³zami.
Bo i jak zapomnieæ mogê
Lat minionych poniewierki,
Syberyjskie wszy i pluskwy
I zranione m³ode serce.
Nie zapomnê tej mogi³y
Co zaros³a w le¶nej g³uszy —
Mo¿e nad ni± jaka¶ brzoza
Tamtych cierpieñ ³zy osuszy.
(W³adys³aw Sitkowski*** - fragm. W: Pamiêæ i cierpienie... s.181)
Jeszcze nie wszystko opowiedzia³am
co siê prze¿y³o.
Wierzyæ siê nie chce,
¿e tak naprawdê
kiedy¶ by³o.
(Michalina Starzyk: Moi ukochani- fragm. W: Pamiêæ i cierpienie... s.183)
Bibliografia:
- Mikulski Teofil: "Fotografia zbiorowa Polaków deportowanych do okrêgu paw³odarskiego". Wroc³aw,
Wydawnictwo Uniwersytetu Wroc³awskiego 1995
- Pamiêæ i cierpienie: antologia wierszy sybirackich /wybór, wstêp i opracowanie Henryk Szylkin.
Zielona Góra, Towarzystwo Mi³o¶ników Wilna i Ziemi Wileñskiej 1998
Opracowa³a Alicja Maciejewska
SP nr 63 Poznañ |